Struktura nie jest istotna, póki jakaś jest, może być mętna, tak mętna, że nijak nie wiadomo z której strony na nią patrzyć – nawet lepiej wtedy. A więc podchodzimy do przepaści i ignorujemy ją, można wzruszyć ramionami, można nawet po turecku zasiąść, niebo podziwiać. Przepaść sama przestanie istnieć, jeśli nie, ignorujemy to, można wzruszyć ramionami, można nawet po turecku zasiąść. Zataczamy koło, kolejne, jeszcze jedno. Powoli zapętlamy się w sobie, dalej, dalej. W końcu okaże się (ta refleksja niewiele już wówczas będzie znaczyła!), że nie zawracamy sobie głowy żadnym istnieniem/nie istnieniem czegoś, żadną przepaścią/łąką, ba, nawet to nie będzie reakcja na jakieś obiekty, ale że robimy to tylko, zajmujemy się sobą, patrzymy, czujemy i czuwamy tylko… jesteśmy.
Nie żywmy ani nadziei, ani uczuć do czegoś-tam, oddajmy tylko tyle energii otoczeniu, by się w nim utrzymać. Myśl o tym, że to nie ty do świata, ale świat do ciebie, bo skoro świat jest wszystkim, a ty w nim nolens volens zanurzon jesteś, to resztę masz z głowy. A świat, przekonasz się jeszcze, taki jest, że jest zazdrosny o samego siebie. Spokojnie, łatwiej on Ciebie znajdzie, niż ty jego. Usiądź, po turecku nawet, siądź i siedź, nieważne gdzie siądziesz i gdzie patrzyć będziesz. Są tylko dwie ważne rzeczy: nie pozwolić sobie sczeznąć na bezpańskim powietrzu i… nie umrzeć z nudy.
http://w222.wrzuta.pl/audio/8fuQzUFrl9d/current_93_-_i_have_a_special_plan_for_this_world