"Gdybym znał tylko anatomię i potencjał kulturowy mężczyzn i kobiet, doszedłbym do wniosku, że to kobiety raczej niż mężczyźni obejmą kontrolę, techniki obrony i agresji, a jeśli jedna z płci miałaby popdorządkować sobie drugą, to byłaby to płeć żeńska. (...) [K]obiety sprawują władzę nad pokojem dziecinnym,a to powoduje, że są potencjalnie zdolne do przekształcenia każdego zagrażającego stylu życia. Dzięki selektywnemu zaniedbywaniu niemowląt mogą osiągnąć proporcje płci znacznie korzystniejsze dla kobiet niż mężczyzn. W mocy kobiet leży również "sabotowanie" rozwoju "męskich" mężczyzn przez nagradzanie małych chłopców za pasywne,nie agresywne zachowanie. Oczekiwałbym, że kobiety skoncentrują wysiłki bardziej na wychowywaniu solidarnych i agresywnych kobiet niż mężczyzn. Dalej oczekiwałbym, że nieliczni mężczyźni, którym w każdym pokoleniu uda się utrzymac przy życiu, będą nieśmiali, posłuszni, pracowici i wdzięczni za seksualne fawory. Przewidywałbym, że kobiety zmonopolizowałyby przewodzenie grupom miejscowym, że byłyby odpowiedzialne za szamanistyczne stosunki z siłami nadprzyrodzonymi i że bogiem byłaby ONA. Wreszcie spodziewałbym się, że idealną i najbardziej prestiżową formą małżeństwa byłaby poliandria - jedna kobieta dyrygująca seksualnymi i ekonomicznymi usługami kilku mężczyzn".
Marvin Harris, Krowy, świnie, wojny i czarownice, przeł Krystyna Szerer, Katowice 2007, s. 84-85